poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział I

Siedziałam na czymś co ani trochę nie przypominało łóżka. Moje łokcie leżały na kolanach, a głowę miałam opuszczoną.
- Jeszcze raz uciekniesz to pójdziesz do izolatki. - usłyszałam warknięcie, a potem otwieranie krat. Podniosłam głowę, jeden z strażników wprowadził jakąś dziewczynę do celi. Miała długie brązowe włosy. Była ładna i na oko w moim wieku.
- Pieprzyć to. - syknęła kopiąc w kraty. - Kim ty jesteś. - powiedziała przenosząc wzrok na mnie.
- Więźniem. - powiedziałam i wywróciłam oczami.
- To wiem. - zachichotała. - Jak się nazywasz ?
- Destiny King.
- Ja jestem-
- Alex Parker. Znam twojego brata. - przerwałam jej. - Wiesz, myślałam, że twój brat lepiej cię uczył, że jesteś lepsza.
- To ty jesteś jedną z najbardziej znanych... - zaczęła pstrykać palcami, jakby zapomniała jakiegoś słowa. - nie wiem... bandytów? Myślałam, że nigdy nie zawitasz w takim miejscu.
- To była pułapka. - warknęłam.
- Wiem.
Alex położyła się na swoim ' łóżku ' i podkuliła nogi. Zaczęła podśpiewywać sobie jakąś piosenkę. Irytowało mnie to, ale postanowiłam, że nie będę się odzywać. Podeszłam do krat i zaczęłam się rozglądać, tak bardzo jak mi widoczność pozwoliła. Na przeciwko nas cela była pusta, a na prawo koło niej, był jakiś chłopak który chyba spał.
- Czy są tu jakieś zajęcia? - spytałam nie odwracając się do niech.
- Huh? - odwróciłam się.
- Pytałam czy są tu jakieś zajęcia, no wiesz, czy można tutaj coś robić czy tylko nudzić się w tej klatce. - zaśmiała się lekko.
- Tak w wyznaczonych godzinach wychodzimy z cel. Rano idziemy na śniadanie, potem są prace na terenie więzienia, w około południe wracamy tutaj, potem jest obiad, wychodzimy do jakiegoś wielkiego pomieszczenia i można tam rozmawiać, grać w karty i inne takie, potem znów wracamy do cel, a na końcu są prysznice, czasami można się myć aż 15 minut, zwykle jest 10. I jeszcze, myjemy się 4 razy na tydzień.
- 10 MINUT NA UMYCIE SIĘ. JA NAWET NIE ZDĄŻĘ UMYĆ GŁOWY - krzyknęłam. - Są tu jakieś szampony i płyny do mycia ciała.
- Taa... dla dziewczyn o zapachu truskawkowym za dolara. - prychnęła.
- Przynajmniej tyle. - powiedziałam i opadłam na łóżko, które zaskrzypiało.



- WYŁAZIĆ IDZIECIE NA OBIAD. - powiedział jeden ze strażników i otworzył kluczami celę. Podeszłyśmy do niego. Szarpnął nami i popchnął lekko,trzymając nas za kołnierze tego uniformu kierował w stronę stołówki. Potem wepchnął nas na sale na co warknęłam. Poszłam za Alex do okienka, gdzie podawali jedzenie. Wzięłam tackę i czekałam w kolejce. Nie żebym nie mogła się wepchać, ale byłyśmy 5 więc nie robiłam ' szumu '. Kiedy postawiłam tackę, żeby kucharka nałożyła mi jeść, mój żołądek wywinął fikołka, na jedzenie które zobaczyłam za szybą. Były to jakieś papki różnego koloru. O.H.Y.D.A.
- To jest jedzenie? - warknęłam. - WYGLĄDA JAK GÓWNO. - splunęłam.
- Nie obchodzi mnie to. Albo będziesz to jadła, albo umrzesz z głodu. Twój wybór. - powiedziała staruszka piorunując mnie spojrzeniem.
- Nie patrz tak na mnie suko. - zacisnęłam szczękę.
- Przyzwyczaisz się do tego jedzenia. - ochrypły głos wypełnił moje uszy.
- Z tobą nie rozmawiam więc się kurwa nie odzywaj. - syknęłam.
- Nie sycz na mnie dziwko. - powiedział. Spojrzałam na niego. Był trochę wyższy ode mnie, miał ciemnobrązowe włosy które były potargane, a boki miał wygolone. Jego karmelowe tęczówki z chwili na chwilę stawały się coraz ciemniejsze. Zacisnął szczękę.
- Bieber. - powiedziałam i uśmiechnęłam się chytrze.
- King. - zmrużył na mnie oczy.
- Wiesz kogo jak kogo, ale ciebie się tu nie spodziewałam. - powiedziałam z rozbawieniem w głosie. - Twoi durni koledzy wciskali każdemu, że wyjechałeś do Europy '' pozałatwiać niezałatwione sprawy z przeszłości '' - zrobiłam nawias palcami w powietrzu. - A ty dałeś się złapać psom. Nie chcieli, żeby Pan wielki Bieber, stracił swój honor, ponieważ poszedł siedzieć. Wiedziałam, że coś mi tu śmierdzi. - pokręciłam głową.
- Za to ty wcale nie starałaś się ukryć, że siedzisz w pierdlu. Wszyscy o tobie mówią, że dałaś się udupić. - zaśmiał się głęboko.
- Ja przynajmniej mam resztki honoru, bo nie wymyśliłam żadnej gównianej historyjki. - zacisnęłam ręce w pięści.
- RUSZCIE SIĘ BO BLOKUJECIE KOLEJKĘ ! - ktoś krzyknął.
- ZAMKNIJ SIĘ, ALBO DOSTANIESZ W RYJA. - odkrzyknęłam. - A my się jeszcze spotkamy. - powiedziałam i chwyciłam tylko kubek z wodą z tacy. Podeszłam do Parker.

- MACIE 10 MINUT NA UMYCIE SIĘ. OD TERAZ. - szybko weszłam do małej łazienki gdzie był tylko prysznic. Zrzuciłam z siebie ubrania. Zaczęłam się myć. Woda była letnia. Umyłam głowę jak najszybciej się dało i namydliłam ciało, spłukałam je i poczułam, że po moim ciele zaczyna spływać zimna woda. 10 minut się skończyło. Wyskoczyłam spod prysznicu i wytarłam się jednym ręcznikiem, nałożyłam na siebie czystą bieliznę, potem ten sam uniform, skarpetki i buty. Złapałam ręcznik i brudne majtki, skarpetki oraz stanik i włożyłam je do worka. Pod koniec tygodnia, chodzimy do pralni i wszystko pierzemy ręcznie. Wyszłam z łazienki i czekałam na strażnika, który odprowadzi mnie do celi.

Od autorki: Pierwszy rozdział. Podoba się? Trochę krótki, ale niestety takie raczej będą. Proszę zostaw po sobie komentarz :> Do następnego.


Edit (24.03.2014) Nie będzie kolejnego jeśli nie będzie komentarzy. W ogóle ktoś to czyta?

piątek, 24 stycznia 2014

Prolog

- Destiny April King zostaje skazana na 2 lata pozbawienia wolności. Zamykam rozprawę. - ogłosił wyrok sąd i zastukał drewnianym młotkiem.
Destiny prychnęła. 2 lata. Siedziała w poprawczaku trzy i dała radę. Mimo, że w tamtym więzieniu dla nieletnich byli dzieci, którzy się bali wyjść, ze swoich pokoji, a w tym więzieniu będą dorośli, nie bała się. Policjant podbiegł szybko do niej i zakuł jej ręce w kajdanki wyprowadzając z sali.

- King... King... King... - zacmokał dobrze znany jej policjant. - Myślałem, że tym razem się nie złapiesz.
- Przestań pieprzyć Clark. Otoczyli mnie ze wszystkich stron. Dobrze wiesz, że to była pułapka. - splunęła dziewczyna.
- Wiem i o wszystkim wiedziałem. W końcu to ja to zaplanowałem. - przekrzywił głowę w bok patrząc jak twarz dziewczyny czerwieni się ze złości.
- Kiedy wyjdę z tego gówna, ty i twoja rodzina będziecie pierwszymi których zabije. - warknęła.
- Żebyś się nie przeliczyła. - syknął James. - Przebierz się w to. - powiedział wręczając jej pomarańczowy uniform. Destiny na szczęście mogła mieć swoje czarne martensy. Przynajmniej tyle - pomyślała.
Po przebraniu się w ohydny strój, Clark zaprowadził ją do celi więziennej.
- Twoja współlokatorka powinna zaraz się pojawić. - powiedział i wepchnął ją do celi, a potem ją zamknął na klucz.
Zaczyna się zabawa - uśmiechnęła się złośliwie dziewczyna.


Od autorki: Witam :) Jest to prolog opowiadania mojego autorstwa. Prosiłabym o komentarze ;p. Z góry dziękuję.